niedziela, 13 lipca 2014

Mani wielkie greckie wakacje część 1


Na początku było słowo,
że Mania poleci z dziadkami na wakacje.
Potem na wyjazd wprosiła się matka.

Ale mimo to wszyscy wrócili i powiedzieli, że to było dobre ;)

A nawet cudowne!


Mania okazała się wyśmienitą podróżniczką (no, ok turystką) - lotnisko, samolot, autobus, nowe otoczenie, odmienny klimat i jadłospis - wszystko przyjęła z lekką nonszalancją, odrobiną zaciekawienia i powściąganą radością ;)

Na lotnisku czas minął nam bardzo szybko, wielka w tym była zasługa zabawnej walizki na kółkach, którą Mania dostała od Ciotki na pierwsze urodziny. Ponieważ dzieciom do lat 2 nie przysługiwał bagaż podręczny walizka była moim (zawartość Maniowa).

Największą zaś atrakcją lotu było okno. Nie, nie widoki a roletka. Ściślej podciąganie i opuszczanie. Czad.


Skorzystaliśmy z możliwości zabrania do luku bagażowego bez opłat nie tylko wózka, ale i fotelika, dzięki czemu transfer autobusowy lotnisko-hotel (i w odwrotnym kierunku) upłynął nam komfortowo i bezpiecznie (autobus wyposażony był w pasy - wow!).

Kefalonia zauroczyła mnie od pierwszych minut - niesamowicie kręte i wąskie drogi prowadzące przez ciche, malownicze wioseczki, gaje oliwne, kameralne zatoczki pełne szafirowej wody, strzeliste
skały. A przede wszystkim opatulający, wszechobecny błogi spokój. Ja tu się produkuję, jednak wyspę najlepiej podsumował sąsiad z transferowego autobusu - cyt. "Ale dziura!" :P

Jedzenie było pyszne i urozmaicone, szczególną miłością zapałałam do musaki - o mamo jakie to dobre!
Mania wypięła się na miejscowe frykasy i pochłaniała lody, frytki, ciacha i kuraki (w końcu była na wakacjach!), a z lokalnych specjałów pokusiła się jedynie na warzywa i owoce :P
W domu sypie ją prawie po wszystkim, co potencjalnie jest alergenem, a tam owoce morza, cytrusy, sery - zero chemii.







Największą miłością Mani były bezapelacyjnie KAMYCZKI, szał ciał.
Oglądanie, dotykanie, przekładanie, układanie, lizanie, polewanie wodą, zakopywanie w piasku, wrzucanie do wiaderka/wody (plum) - zabawka doskonała (i jaka przyjazna dla portfela).






I woda, jak ona wspaniale kapie, płynie, leje się, faluje i podmywa!








A poza tym był pełen relaks, duuużo chodzenia, brudzenia i zabawy, ale o tym w następnym odcinku :)



3 komentarze:

  1. Wakacyjne menu to podstawa - mieliśmy podobne podejście na urlopie (a i nieco po nim również :P) - rodzicom też należy się luz, a co ;) No i ta chemia w jedzeniu - u nas to samo, sypie po byle czym w domu, a na wyjeździe, w dziurze totalnej, nic, null, zero :D No i na koniec - my się w koncu do Krk wybierzemy, bójcie się!

    OdpowiedzUsuń
  2. jednym słowem: Mania - podróżniczka:))))
    fajne miałyście dziewczyny! :)
    aż zazdroszczę:))))
    zdjęcie z kamyczkami i pokruszonym jedzonkiem - bosssskie:)))

    OdpowiedzUsuń