niedziela, 29 września 2013

jaki ojciec taka córka

niedaleko pada jabłko od jabłonia ;)
cudowna koszulka, którą zbrukałam napisem, od Agaty, czyli kury d.
muszę kupić flamastry do tkanin i poprawić, dotąd, tzn w liceum:P malowałam tylko dorosłe koszulki i literki były większe/prostsze a tutaj takie brzydkie plamy wyszły :|
niemowlę w czarnej koszulce? w dodatku satanistycznego zespołu? :D o nazwie death? i to w niedzielę? wyrodna matka!
rację miała pewna Starsza Pani Dobra Rada (znacie takie?), gdy kilka dni temu zwyzywała mnie od wyrodnych matek. zwyzywała, wykrzyczała raczej, na pół ulicy.
Mania nie miała wtedy na sobie tej koszulki - za co więc, zapytacie gromkim chórem?
Otóż za karuzelkę przymocowaną do Marysinowego wózka - dziecko dostanie przeze mnie zeza!
uwaga, oświadczenie:
Maniu, jeśli będziesz to kiedyś czytać swoimi zezowatymi oczami - przepraszam :P

 

czwartek, 26 września 2013

misja "Karol"

Krokodyl Karol urodził się w okolicach 1986 roku.
Był moją ukochaną maskotką, dość wcześnie stracił jedno oko i sporo wnętrza, ale nie odbiło się to negatywnie na naszych relacjach.
Teraz pomału dobiega trzydziestki, jest całkiem przystojnym, choć nadgryzionym zębem czasu facetem. Zmarszczki dodają uroku, blizny charakteru, lekko spłowiała czupryna - elegancji. Przyszedł jednak czas, gdy Karol zrozumiał, że dojrzałość dojrzałością, ale trzeba trochę o siebie zadbać. Trafił więc na turnus odmładzający.


Kilka dni temu przeszedł skomplikowaną operację, która miała przywrócić go do pełni sił i dać mu drugą młodość, żeby z energią mógł wkroczyć w życie swojej nowej właścicielki - Marysi.

Operacja została podzielona na kilka etapów, rozłożonych w czasie, żeby nie nadwerężać wiekowego osobnika.

Etap pierwszy:
- przygotowanie do operacji, tj. nacięcie istniejących ran i usunięcie starych szwów (z tego etapu zdjęć nie posiadamy, ponieważ pacjent był przytomny i nie wyraził zgody na obecność fotoreporterów)
Etap drugi:
- usunięcie uszkodzonych narządów wewnętrznych (tutaj Karol, chyba w związku z utratą mózgu, poszedł w kimę, więc zdjęcia są)

Etap trzeci:
- kąpiel lecznicza

Etap czwarty: 
- transplantacja świeżych narządów i zaszycie ran (przy tych czynnościach zespół operacyjny tak jarał się odżywającym w oczach pacjentem, że zapomniał o dokumentacji fotograficznej)

Etap piąty:
- rehabilitacja

i mała terapia wstrząsowa

niestety pacjent nie odzyskał wzroku, ponieważ istnieje obawa, że szybko zostanie go ponownie pozbawionym, za kilka lat planujemy kolejną operację, mającą na celu transplantacje oczu.
wiwat Karol!

a na dokładkę moje ulubione zdjęcie
 

poniedziałek, 23 września 2013

Siad!

ostatnio jesteśmy w niedoczasie, Mania przeżywa mały bunt i zrobiła się rączkowa. Kochana, chciała przypomnieć matce pierwsze tygodnie po porodzie :P

zdjęcia telefonowe, bo Mąż uszczęśliwił mnie nowym smartfonem (w starym nie działał aparat) i się nim (telefonem, ale Mężem też) jaram :P
a news dnia - Mania siedzi :D
na razie króciutko, bo minutę-dwie, ale bez podparcia, do tej pory ciągle dźwigała się do siadu

zaczęło się nieśmiało, za rączkę
potem za nóżkę :P

a następnego dnia już pełen czad :D

ale wiadomo, trzeba być w pobliżu i pełnym pogotowiu:P

jutro Ważny Dzień, więc mam nadzieję, że Mania zwolni trochę matczynce ręce

poniedziałek, 16 września 2013

high five czyli piąteczka!

opaska-chustka + spódnica by Pani Małgosia + koszulka by Agata = Mania regionalna ;)

Maryś skończyła wczoraj 5 miesięcy!

waga 7,5kg
długość marysiowego ciała robi psikusy i nie daje się zmierzyć - waha się między 67 a 72cm (w tę drugą nie wierzę :P)
pieluszki 3
ubranka głównie 68, kilka 62 i luźniejsze 74

Mania w 5 (plus minus) zdaniach:
- każdy powinien mieć hobby! Marysiowe to spoglądanie przez kuchenne okno, najlepiej z żółtą, grającą kaczuszką w rękach/buzi, a gazety czyta z wielkim zapałem, właściwie je pożera ;)
 - namiętnie wystawia język
 - zauważyła, że Jojka (kot) żyje! wodzi za nią wzrokiem, a co jakiś czas woła ją, żeby do niej podeszła i dała sobie wyrwać garść sierści, piszczy z radości na jojczyne mruczanki - z kolei Jojka, gdy Maryś płacze, a ja nie zareaguję w ciągu kilkunastu sekund (taka wyrodna ze mnie matka), patrzy na mnie z wyrzutem po czym biegnie do Mani i wącha ją lub liże po głowie <3

- uwielbia marchewkę i kiedy łyżeczka z tą pyszną pomarańczowością nie ląduje w Marysinej buzi z wystarczającą częstotliwością, osoba karmiąca jest kulturalnie ponaglana gromkimi pohukiwaniami,

- najnowszą fascynacją jest tatuaż taty - potrafi go oglądać i macać przez kilkanaście minut, nic i nikt nie jest w stanie wyrwać ją z tatuażowego transu (miłości tej nie podziela posiadacz skórnego arcydzieła ani jego żona, na szczęście jest już umówiony na pierwszą sesję zakrywalniczą, nie wiem, jak przygotować Manię na pożegnanie z ukochaną "Jolką" :P)

tradycyjna porównywarka
i ostatni miesiąc w zdjęciach zamknięty:

a skoro o kocie była mowa wyżej: