niedziela, 7 lipca 2013

Buch - jak gorąco!



Ahoj! Właśnie wróciliśmy ze spacerku i małych zakupów. Do najbliższej "galerii" handlowej mamy 200, może 250 metrów, więc D. paradował z Manią między galerią a Wisłą, ściągając na siebie zadziwiająco dużo damskich spojrzeń, podczas gdy ja uprawiałam sprint po sklepach. Oczywiście dziecięcych, bo na Młodej każde ubranie dobrze wygląda, niezależnie od fasonu, a mnie frustrują poszukiwania ciuchów dla mnie, bo z tym już tak łatwo nie jest.
Ale do meritum - po szybkich (i owocnych, ale o tym innym razem) zakupach dołączyłam do mojej słodkiej parki :P i zaczęłam się roztapiać z gorąca. Po ratunek pobiegł D. i wrócił z owocem zakazanym (bardzo ograniczam nabiał, bo dziecko sypie po większych ilościach):
 


Cudo! Nie dość, że elegancki odcień różu z brokatem (w słońcu połyskuje niczym Edward Cullen), pyszna cieniutka warstwa czekolady, to nadzienie smakuje czymś, co naprawdę przypomina szampana (no ok, wino musujące, w życiu nie piłam prawdziwego szampana). A serio i, o dziwo, bardzo mi smakował, chociaż nie lubię ani Edwarda ani szampana :P

PS. piszę o upale,a Marysia pod pieluszką flanelową :P - na czas przejazdu przez galerię (stoi nam na drodze do bulwarów wiślanych) okryłam ją, a kiedy pieluszka raz wpadnie w Marysine ręce żadna siła jej z nich nie wydrze, nie powodując uszczerbku na śnie ;)
Ale lody to jeden ze słabszych poskramiaczy upałów.
Naszym ulubionym sposobem na żar lejący się z nieba jest emigracja do Dziadków, gdzie czekają na nas: chłodny dom, powietrze pierwsza klasa, lasek i wietrzyk, chłodna trawka w cieniu ogrodowego parasola.Może pod koniec wakacji basenik dla Mani (i D.)

Ale kiedy jesteśmy w cuchnącym, rozgrzanym betonem mieście ratujemy się półśrodkami:
- większość dnia spędzamy w sypialni, której okna wychodzą na północ (pokój dzienny i pokój Mani od późnego ranka do wczesnego wieczora zalane są słońcem)



- na spacery chodzimy przed 10, na ogół przed 8 rano, a wieczorami, ok 18-20 piknikujemy w półcieniu nadwiślańskich drzew, chłonąc rzeczną bryzę i odganiając komary




- pijemy przegotowaną wodę i trochę herbatki z kopru włoskiego


- i uprawiamy naturyzm z przerwami na pieluszking


A Wy jakie macie sposoby upał w mieście?

* koc w czerwono-kremową kratę to niemowlęcy kocyk D., stary ale jary!

9 komentarzy:

  1. U nas też króluje herbatka/woda i naturyzm z przerwami na pieluszing. W mieszkaniu trudno znaleźć chłodne miejsce. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej kochana tu Magda (jess). Czy mogę jeszcze liczyć jeszcze na Antkowe literki? Teraz skoro masz więcej czasu może by się udało ;) Odezwij się proszę. Cieszę się że jesteście całe i zdrowe, bo trochę się o was martwiłam. Blog jak zwykle miodzio, będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o rany, zapomniałam o nich kompletnie! są od dawna gotowe, schowane w szafce! dziś albo jutro postaram się wysłać, przepraszam!
    co u Was, Antek zdrów?
    buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. My też wczoraj szukając chłodu wyjechaliśmy do teściów. Dziecko moje przeszczęśliwe - cały dzień lata po podwórku, kolana zdarte ma już tragicznie, ale nie zniechęca się. Co do lodów - jakoś w tym roku nas specjalnie nie ciągnie. Nas, tzn mnie i męża, bo Oliwia pochłonęłaby chyba całą zamrażarkę. ;)
    Ajj, upałów to ja akurat nie lubię. :[

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, zdarte kolana to świadectwo świetnej zabawy
      oj, też wchłonęłabym całą zamrażarkę :)

      Usuń
  5. Ale u Was miło na blogu:) Franek w takie upały kocha leżeć na golaska:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki:) Mania też i im bardziej zadowolona z gołej pupy, tym większą można mieć pewność, że robi kałużę ;)

      Usuń
  6. Ale fajnie, ze Marysia ma swój kącik! U nas upały od niedawna i sobie (jeszcze) z nimi nie radzimy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślałam, że będzie fajnie, ale coś nie umiem wrzucić zdjęcia Mani z twarzą i resztą, no stracham się ;)
      ale takie prawdziwe upały, czy 25 stopni?:P

      Usuń